Marcinki
Dzień świętego Marcina przypada 11 listopada i jest symbolem zamierania życia w przyrodzie. Dawniej w ten dzień wierni śpiewali na porannej mszy \"Gotów jestem na przyjście Pana), a na ołtarzu palono roratnice. Był to jednocześnie początek adwentu.
Święty Marcin jest patronem pasterzy, którzy w wigilię patrona zakończali wypas na okres zimowy. Niegdyś na wsiach pastuch na podwórku gospodarza uroczyście trzaskał batem, gospodyni wynosiła przed dom chleb, a gospodarz pieniądze. Pasterz dostawał wypłatę za sezon wypasu. Następnie odbywało się uroczyste ognisko z pieczeniem kartofli.
Podobnie jak pasterze, rybacy kończyli połowy w Dniu świętego Marcina. Szyper rozliczał się w knajpie ze swoją kompanią, a następnie razem z kobietami pito wino i piwo. Tradycyjnym przysmakiem okazał się świeży łosoś i węgorz. Huczna zabawa trwała do późnej nocy.
Następnego dnia był zwyczaj rozliczania się z dworem. Należało złożyć w daninie ptactwo domowe, zwierzynę lub inne produkty. Zamiast pracować walono w bębny i trąbiono, by dać znać, że zbliżają się poborcy od czynszów. Z tego zwyczaju wzięło się słynne powiedzenie \"Tak próżny, jak worek wójta po świętym Marcinie\".
Kolejnym ważnym zwyczajem był powszechny nakaz załatwiania zaległych spraw przed nadejściem adwentu. Należało popłacić wszystkie stare długi i znaleźć służbę na kolejny rok. Gospodarze albo zwalniali służbę, albo, jeśli się wykazała zostawiali na kolejny sezon. Znakiem umownym były marcińskie kluski, kogo poczęstowano, ten musiał szukać gdzie indziej pracy na następny rok.
W miastach natomiast grupy biednych żaków rozpoczynały \"marcinkowe kolędy\". Nauczyciele, ze szkół, gdzie nauka była bezpłatna wraz z uczniami chodzili po domach, śpiewali kolędy o świętym Marcinie i zbierali datki.
I na wsi i w mieście ludzie robili mięsne zimowe zapasy. Marcinki to od wieków okres bicia gęsi. Gospodarze żywe lub martwe ptaki wraz z butelkami krwi wywozili na sprzedaż. Resztę gospodynie soliły, wędziły lub przygotowywały półgęski.
Tak naprawdę święto jest ściśle związane ze sprawami kulinarnymi. Powstały liczne przysłowia:
\"Święto Marcina dużo gęsi zarzyna\"
\"Na święty Marcin gęsi tuczone dobrze smakują, gdy upieczone\"
\"Na świętego Marcina lepsza gęś niż zwierzyna\"
\"Na świętego Marcina Gęś do komina\".
W każdym domu po spłaceniu długów i załatwieniu zaległych spraw siano do uroczystych posiłków, gdzie głównym daniem była oczywiście gęś. W drugiej części dnia młodzież zajmowała się wróżbami i magicznymi zaklęciami. Co ciekawe najwięcej przepowiedni dotyczyło pogody na najbliższe miesiące.
Przyjęło się, że święty Marcin to zwiastun zimy. Według legendy był rycerzem na białym koniu, który mieczem dzielił swoje ubrania i rozdawał biedakom, by nie zmarzli podczas chłodu. Na wsiach powstały przysłowia:
\"Jak Marcin na białym koniu jedzie, to lekką zimę przywiedzie\"
\"Gdy na świętego Marcina śnieg choć prószyć poczyna, to zima się zaczyna\"
\"Gdy liście na Marcina nie upadają, to mroźną zimę przepowiadają\"
\"Mróz na Marcina, będzie tęga zima\".
Starsi mieszkańcy wsi wróżyli także z wiatru i drzew. Gdy wiatr wiał południowy to zapowiadano lekką zimą, gdy północny zima ostra i długa.